27 stycznia będziemy obchodzić 75. rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau. W tym kontekście wykonana podczas tegorocznego Festiwalu Opera Rara Weisse Rose Udo Zimmermanna nabrała dodatkowej mocy.

Historia niemieckiej antynazistowskiej organizacji studenckiej, manifestującej sprzeciw wobec władzy i nawołującej do społecznego zjednoczenia przeciwko rządzącym nie pozostała bez echa nawet w świecie opery. Kompozytor Udo Zimmermann wracał do tego tematu kilkakrotnie, jeszcze na studiach napisał muzykę do libretta swojego brata, a kilkanaście lat później wziął na warsztat tekst Wolfganga Willaschka. Weisse Rose jest pozbawiona akcji dramatycznej na rzecz analizy stanów emocjonalnych bohaterów w ostatnich chwilach ich życia. Wobec nadchodzącej śmierci rodzeństwo Scholl, Sophie i Hans, stopniowo tracą jasność myślenia, pogrążają się we wspomnieniach i oddają nierealnym, sielskim marzeniom (Sophie) lub koszmarnym wizjom (Hans). Przeciwstawiający się władzy w którą nie wierzyli i nawołujący do krytycznego oglądu stanu społeczeństwa poruszają uniwersalny temat przebudzenia narodu i wystąpienia przeciwko złu i niesprawiedliwości.

Koncentracja na przeżyciach i emocjach bohaterów, analiza stopniowego popadania w obłęd oraz sam sposób kreowania warstwy muzycznej wyraźnie nawiązują do ekspresjonizmu I połowy XX wieku z jego wiedeńskimi reprezentantami na czele. Muzycy Sinfonie Orchester Biel Solothurn budowali napięcie to przez niepokojące ostinata (powtarzającego się motywu harfy długo nie mogłam wyrzucić z głowy), to znów przez nagłe kontrasty dynamiczne i fakturalne. Zastosowane instrumentarium dało szerokie pole dla dźwiękowych eksperymentów. Delikatne, oniryczne brzmienia (zwłaszcza harfy, skrzypiec i fletu) przeciwstawiane były brutalnym i dosadnym – tak jak w słowie, tak też w muzyce rzeczywistość mieszała się z fantazją, podkreślaną barwnymi, migotliwymi plamami dźwiękowymi. Najbardziej przejmujące były dla mnie momenty śpiewu a cappella z towarzyszącym im poczuciem osamotnienia i strachu. Świetnie współgrały ze sobą głosy Marion Grange (sopran) i Wolfganga Rescha (baryton). Ich śpiew był niewymuszony, swobodny i szczery. Bez szalonego wibrata czy wybujałej interpretacji, za to pełen prostoty i autentyczności mimo trudnych partii właściwie zbudowanych na dalekich skokach melodii.

Surowa, ciemna sala Małopolskiego Ogrodu Sztuki nadała się idealnie dla nagradzanej inscenizacji Anny Drescher. Zmiany w minimalistycznej scenografii pojawiały się wraz z narastającym niepokojem bohaterów, których świat – nawet ten wyobrażony – stopniowo się rozpadał. Czy Sophie i Hans na pewno żyją w tej samej rzeczywistości? Łakną bliskości, ciepła i dotyku drugiego człowieka, nie dostrzegając się nawzajem – niewiele jest nawet fragmentów, które śpiewają wspólnie.

Libretto Willaschka nie przeinacza faktów – rodzeństwo czeka śmierć, jednak do ostatnich chwil są gotowi głosić swoje przekonania. Finałowa scena to manifest, wezwanie skierowane do odbiorców przeciwko obojętności wobec krzywdy, głupoty i wrogości. Rozbrzmiewający na koniec fragment Kwintetu fortepianowego A-dur Franza Schuberta, z wyraźnym nawiązaniem do jego pieśni Die Forelle, choć pastoralnie brzmiący, w kontekście obejrzanej opery Zimmermanna nabrał nowego, silniejszego znaczenia: nawet w pozornie spokojnych czasach bądźmy czujni, abyśmy w porę dostrzegli niebezpieczeństwo zagrażające naszej wolności.

Dla KBF Maryla Zając (PWM).

 

Organizatorzy:

Wpisz szukaną frazę: