„Il ballo delle Ingrate” – przewrotny moralitet

„Il ballo delle Ingrate” („Balet Pań Niewdzięcznych”) to w twórczości Claudia Monteverdiego utwór wyjątkowy. Utrzymany w konwencji francuskich ballets de cour powstał z okazji wesela syna księcia Vincenza Gonzagi i stanowi rodzaj przewrotnego moralitetu, w którym antyczni bogowie – Wenus, Amor i Pluton – napominają kobiety „niewdzięczne”, czyli te, które gardzą miłością, by korzystały z życia i kochały namiętnie, bo inaczej czeka je ponury los w piekielnych czeluściach. No właśnie: sposób, w jaki mówi się tutaj o miłości, kobietach i ich powinnościach, może dzisiaj wzbudzać pewne wątpliwości…

Amerykańska sopranistka i wykładowczyni uniwersytecka Caitlin Vincent opublikowała latem 2019 roku artykuł, którego sam już tytuł wzbudził gorące dyskusje: „Opera Is Stuck in a Racist, Sexist Past, While Many in the Audience Have Moved On” (Opera utknęła w rasistowskiej, pełnej seksizmu przeszłości, podczas gdy duża część publiczności poszła już naprzód). Według autorki klasyczne pozycje repertuaru, a więc utwory pochodzące sprzed trzystu, dwustu, stu lat, zawierają treści każące wielu dzisiejszym widzom kręcić się nerwowo w fotelach. Ich libretta zawierają elementy zupełnie nieprzystające do obecnych standardów etycznych – w czasach #MeToo, nieustającej walki o rasową i płciową równość oraz „dywersyfikację reprezentacji” wymowa wielu dzieł może budzić sprzeciw. Przykłady podawane przez badaczkę są być może sporne, a niektóre z jej recept naprawy sytuacji (przepisywanie librett!) wzbudziły duży opór czytelników, ale nawet nie zgadzając się z całością jej argumentacji, nie da się zignorować faktu, że są opery, z których choćby seksizm wylewa się kubłami.

Najbardziej obciążony jest bodaj „Czarodziejski flet” – pełen błyskotliwych sentencji, od których aż zęby bolą: „kobieta robi niewiele, plecie dużo”, „mężczyzna musi przewodzić waszym sercom, bez tego każda z kobiet zboczy z drogi jej przypisanej”, „to kobieta i umysł ma kobiecy” (kontekst nie pozostawia wątpliwości, że słowo „kobiecy” pojawia się tutaj jako straszna inwektywa). Co począć z podobną literaturą w operze? Trudno sobie wyobrazić, że ze względu na te sformułowania przestanie się grać jedno z najpopularniejszych dzieł scenicznych Mozarta. W tłumaczeniu można by ująć rzeczy mniej ostro, ale prawie nigdzie nie tłumaczy się już oper. Zmienić sformułowania w przekładzie wyświetlanym nad sceną, jak proponuje Vincent? Wtedy mamy sytuację schizofreniczną: słyszymy jedno, a czytamy drugie. Widz znający język i tak wszystko zrozumie, a ten, który polega tylko na napisach, zostanie wprowadzony w błąd. Zmieniać tekst? Każdy utwór mówi nam coś o czasach, w których powstał i szkoda byłoby stracić zapisaną w nim prawdę historycznej chwili, nawet jeśli jest ona dla nas bolesna. Kluczową rolę ma tu do odegrania reżyser, który może na różne sposoby rozprawić się z podobnie mizoginicznymi tekstami, nie zmieniając ani litery oryginału.

Przypadek „Il ballo delle Ingrate” nie jest tak drastyczny, jednak seksizm jego libretta pozostaje dość jaskrawy. Nie bacząc na potrzeby samych kobiet, strofuje się je, że nie biegną spełniać ochoczo erotycznych zachcianek mężczyzn. Tym ostatnim nie robi się żadnych wyrzutów. To kobieta, wbrew swojej woli i potrzebom, ma być zawsze gotowa nieść rozkosz. W spektaklu na Festiwalu Opera Rara dzieło Monteverdiego zostanie uzupełnione kompozycjami młodej polskiej kompozytorki Teoniki Rożynek, która przerzuci pomost między barokiem i współczesnością. O jej muzyce pisano, że „ma w sobie moc kreowania obrazów” i „wydaje się wyrzeźbiona wprost w materii brzmieniowej”. Kinomani mogą ją kojarzyć ze ścieżki dźwiękowej do nagradzanego filmu Jagody Szelc „Wieża. Jasny dzień”. Z kłopotliwym przesłaniem dzieła zmierzy się reżyserka Magda Szpecht, należąca do tego samego co kompozytorka pokolenia. Na czele Capelli Cracoviensis stanie jeden z najciekawszych polskich klawesynistów – Marcin Świątkiewicz.

 

Organizatorzy:

Wpisz szukaną frazę: