fbpx

I FEEL. Rozmowa z Katarzyną Głowicką

Tomasz Domagała: Czy opera jest dla pani gatunkiem klasycznym czy eksperymentalnym?

Katarzyna Głowicka: Moją pierwszą fascynacją była opera tradycyjna. Kiedy miałam 7 lat, rodzice zabrali mnie na Halkę Moniuszki i to był dla mnie wstrząs – poczułam, jak mocno muzyka może przenosić emocje. Opera wydała mi się fantastycznym światem, w którym ludzie zamiast mówić – śpiewają. Od tego momentu marzyłam, żeby napisać i zrealizować operę. To marzenie spełniłam w 2001 roku, kiedy moja propozycja operowa Kings’ Gravedigger została nagrodzona w finale międzynarodowego konkursu Fundacji Genesis w Londynie. Zostałam kiedyś poproszona o napisanie cyklu pieśni, które miały być odpowiedzią na Frauenliebe und -leben Schumanna. Tekst, którego on użył, był w jego czasach niezwykle odważny, bo został napisany przez mężczyznę z perspektywy kobiety. Dziś wydaje się anachroniczny – mówi o tym, że życie kobiety zaczyna się, gdy zakocha się ona w mężczyźnie, kończy zaś, gdy on umiera. W czasach Schumanna było to jednak złamanie tradycji, coś absolutnie nowego. Moje projekty są kontynuacją tej myśli: przełamywaniem stereotypów i uwspółcześnianiem gatunków. W tym sensie kontynuuję tradycję – biorę teksty napisane tu i teraz, ważne i dialogujące z rzeczywistością, daję głos współczesnym, często wykluczonym bohaterom i wyrażam ich emocje poprzez muzykę.

TD: Skąd w pani świecie afgańskie dziewczyny i ich poezja?

KG: To zasługa Krystiana Lady, reżysera, dramaturga, znakomitego artysty, z którym stale współpracuję. Kilka lat temu usłyszał o projekcie Afghan Women’s Writing Project, w którym amerykańskie pisarki przez internet pomagały Afgankom z ambicjami literackimi. W wyniku tej współpracy powstały teksty, do których dotarł Krystian i zaproponował, żebym napisała do nich muzykę. Wahałam się, ale zrozumiałam, że tym kobietom trzeba dać głos, sprawić, by usłyszała je Europa. Stałam się więc medium ich emocji. Nie ma tam motywów arabskich, bo to byłoby z mojej strony nieautentyczne. Mostem pomiędzy nami jest głębokie doświadczenie ludzkiego losu i wewnętrzna determinacja przetrwania. Pokazałam te trudne, dość smutne teksty w świetle tej właśnie siły i pozytywności.

TD: Wraz z reżyserem Krystianem Ladą używacie w spektaklu opowieści trzech konkretnych kobiet. Czy poświęcacie im odrębne, indywidualne narracje, realizowane również poprzez muzykę?

KG: To teksty sześciu kobiet, choć rozłożone na trzy narracje. Każda z nich ma swoją część. Trzy różne głosy, trzy różne historie kreują trzy osobne muzycznie światy: jeden refleksyjny, drugi dramatyczny, trzeci intymny.

TD: Jeśli chodzi o warstwę muzyczną – czy wśród instrumentów lub technik ma pani jakieś ulubione?

KG: Na pewno smyczki oraz elektronika. W sposób naturalny dążę do połączeń, które początkowo wydają się dziwne, ale potem okazuje się, że działają. Na przykład skrzypce czy wiolonczela plus bas elektroniczny. Tworzą one – jak napisał jeden z krytyków – kolaże muzyczne. Nawiązują do mojego motta artystycznego: muzyka jest jedna. Moja estetyka to właśnie odzwierciedla, czerpiąc zarówno z muzyki klasycznej, jak i pop czy jazzowej.

TD: Czy trudno było połączyć operową „sztukę wysoką” z okrutnym światem Afganistanu?

KG: Za wszelką cenę nie chciałam tych tekstów zbanalizować. Krystian na przykład bardzo nalegał, żebym napisała muzykę do tekstu I Feel. Mogłaby go napisać prawie każda kobieta, bo traktuje on o ciąży. Sam tekst był trochę popowy, a ja, matka dwójki dzieci, pomyślałam, że nie można po prostu zrobić z tego piosenki. Pomyślałam, że powinny go śpiewać wszystkie te kobiety, że one w metaforyczny sposób są matkami dla całej tej społeczności i do tego powinny śpiewać a cappella. Taka naga emocja. Jest to jedyny moment w przedstawieniu bez akompaniamentu instrumentów. Złożenie opowieści i muzyki to fantastyczne wyzwanie. Zakłada bowiem od razu szacunek wobec opowieści. Nie spłycić jej, tylko ją pogłębić. W tym zaś pogłębianiu muzyka klasyczna i opera pomagają. Oczywiście ważne jest dla mnie, żeby zbytnio nie intelektualizować. Nie ma w sztuce nic gorszego niż zabijanie emocji za pomocą intelektu.

TD: Czy używa pani w swoim kompozycjach ciszy?

KG: W każdym utworze. Cisza jest tym elementem, którego używam z największą starannością i precyzją. W mojej muzyce jest zawsze silna dramaturgia, czego ja na początku kompletnie nie zakładam, to wychodzi w momencie pracy. Jeśli czuję tekst, od razu wiem, jak go przełożyć na muzykę.

 

KATARZYNA GŁOWICKA Okrzyknięta „gwiazdą ze Wschodu” („Junge Welt”) Kasia Głowicka (ur. 1979) jest polską kompozytorką z wrocławskimi korzeniami. Laureatka m.in. brytyjskiej nagrody Genesis Prize for Opera, wraz z Krystianem Ladą współtworzy kolektyw The Airport Society. Na stałe mieszka w Holandii.

 

Tekst powstał na potrzeby książki festiwalowej Festiwalu Opera Rara 2020 pod redakcją Tomasza Domagały.

Organizatorzy:

Wpisz szukaną frazę: