Znana historia: on (tutaj Enoch Arden) jest zmuszony emigrować, opuszcza żonę i dzieci. Ona (w tej opowieści nosi imię Anna) zaczyna wierzyć w tragiczną śmierć męża i traci nadzieję na jego powrót. Poślubia innego (tu – Filipa), zabiegającego o jej względy i troszczącego się o rzekomą wdowę. Po latach spędzonych w samotności on wraca do domu. Zdając sobie sprawę z możliwych tragicznych skutków ujawnienia swojego powrotu, decyduje się aż do śmierci milczeć o własnym pochodzeniu.

Dziś pozostająca w cieniu innych utworów epoki wiktoriańskiej (przynajmniej w naszym kraju) twórczość Alfreda Tennysona przyniosła mu niegdyś niewiarygodną sławę. Jego utwory sprzedawały się na pniu, zaczytywała się w nich brytyjska monarchia, a zachwycona nimi królowa Wiktoria nadała Tennysonowi tytuł szlachecki – tym samym został on pierwszym lordem wśród poetów.

Richard Strauss sięgnął po Enocha Ardena ponad trzydzieści lat po jego powstaniu, pięć lat po śmierci jego autora. Opracował go na recytatora i fortepian – muzyka raz towarzyszy tekstowi prezentowanemu na jej tle, to znów jest kodą zamykającą kolejne rozdziały opowieści lub podkręcającym nastrój wtrętem. Zwłaszcza na początku burzliwa i energetyczna, z czasem staje się spokojniejsza, z wręcz impresjonistycznym nakładaniem się na siebie drobnonutowych przebiegów i rozłożonych akordów. Choć utwór Richarda Straussa jest kameralny, jego forma stwarza przestrzeń dla reżyserskich eksperymentów. Jedna z interpretacji tego wiktoriańskiego bestsellera znalazła się w programie Festiwalu Opera Rara.

Reżyserująca spektakl Mira Mańka rozdzieliła utwór Straussa między ośmiu aktorów – zawodowców i amatorów-entuzjastów. Oprócz przedstawienia dramatu Enocha (oparto się na polskim przekładzie) każdy z nich opowiedział historię własnej emigracji: geograficznej, społecznej, intelektualnej. Osiem osobistych opowieści zbudowało więź między występującymi a słuchaczami. Poezja Tennysona, choć literacko piękna, była z początku fikcją, którą przyjmowałam z dystansem; jednak w zestawieniu z kolejnymi historiami realnych, współczesnych mi osób stopniowo stawała się coraz bardziej rzeczywista, obecna tu i teraz. Każdy z nas jest w pewnym sensie emigrantem – takie założenie przesycało spektakl.

Ograniczona kolorystyka i zredukowana do minimum, a jednak nastrojowa scenografia (live streaming podniósł sceniczne emocje o poziom wyżej) wyciągnęły na pierwszy plan codzienne uczucia i głęboko przemyślane słowa. Ta historia to dużo więcej niż odwrócona Odyseja, w której nieobecny przez lata kochanek odnajduje żonę szczęśliwą u boku innego. Wyobcowanie, znane festiwalowej publiczności z innych przedstawień tegorocznej edycji, chociażby z Unknown, I Live With You Katarzyny Głowickiej, było tutaj namacalne, bardzo realne i powszechne. Emigracja była samotnością i tęsknotą, ocenianiem przez pryzmat stereotypów, odrzuceniem przez większość z powodu własnych wyborów. Koncepcja Mańki otworzyła pole do szerszej dyskusji, wykraczającej poza historie zaangażowanych w spektakl aktorów. Narzuca się teza, że wyobcowanie jest wszechobecne, a mury otaczają każdego z nas z osobna; lecz może właśnie świadomość naszej własnej odmienności sprawi, że przestaniemy patrzeć na innych jak na obcych, od których lepiej się odgrodzić, i zaczniemy budować między sobą mosty.

Maryla Zając

Organizatorzy:

Wpisz szukaną frazę: