fbpx

Dydona i Eneasz: wielki dramat w miniaturze

„Dido & Aeneas” („Dydona i Eneasz”) Henry’ego Purcella to niedościgły wzór „małych oper”, który w ograniczonym czasie jednej zaledwie godziny i wykorzystując skromny liczebnie zespół wykonawców, w miniaturze odmalowuje cały wielki dramat.

Operowe libretta krytykuje się za ich telenowelowe intrygi, absurdy i śmieszności, tymczasem tutaj kompozytor otrzymał tekst doskonale oszczędny i poetycko wyrafinowany. Jego autor Nahum Tate na kilku ledwie stronach pomieścił wydarzenia opisane w IV księdze „Eneidy” Wergiliusza, nie tylko nie roniąc nic z tego, co w niej najważniejsze, ale też twórczo ją zmieniając i przy okazji formułując kilka silnie zapadających w pamięć skrzydlatych zdań, które do dzisiaj funkcjonują w języku angielskim jako obiegowe cytaty. W lekturze libretta kolejne wydarzenia zdają się nawet zbyt pospiesznie następować jedno po drugim, a postaci – może poza Dydoną, relatywnie hojnie obdarzoną scenicznym czasem – ledwie zarysowane.

Cud sztuki Purcella sprawia, że dopiero retrospektywnie zdajemy sobie z tego sprawę i chętnie przysięglibyśmy, że wiemy o bohaterach wszystko. Wierzymy, że spędziliśmy z nimi całe mnóstwo czasu, tak sugestywne są ich muzyczne portrety. Eneasz, druga tytułowa postać, ma do zaśpiewania tylko kilka kwestii, w tym miniaturowy monolog, w którym musi zważyć wszystkie racje, dokonać ostatecznych wyborów i zmierzyć się z przeznaczeniem (tak pełen napięcia i zmiennych nastrojów, że nie sposób uwierzyć, iż trwał tylko około minuty!), oraz stanowiący punkt kulminacyjny dwuminutowy duet finałowy dorównujący intensywnością ekspresji największym operowym scenom.

Purcell nie traci czasu, którego tak tu niewiele, i co chwila zmienia charakter, tonację, barwę sceny. Najszlachetniejszy patos sąsiaduje z groteską, ludową piosenką, tańcem i efektami prawie jak z horroru, gdy po raz pierwszy na scenie pojawiają się wiedźmy. Mnogość wykorzystanych form i środków połączona z liczebnością postaci sprawiają, że to niewielkie dzieło ma prawdziwy epicki oddech. Z rozmachem przezwyciężając własne ograniczenia, buduje świat żywszy, bogatszy i bardziej skomplikowany niż niejedna wielka opera. Kompozycja Purcella składa się zresztą ze sprzeczności. Tak neurotyczna, zamknięta w sobie postać jak Dydona nie wydaje się idealną kandydatka na charyzmatyczną operową „primadonnę”. Nigdy nie wyśpiewuje swojej radości, słyszymy tylko jej żale i skargi. Ta melancholia nieodparcie udziela się jednak kolejnym pokoleniom publiczności, wzruszonym jej nieśmiertelnym lamentem „When I am laid in earth”. Jego popularność wyszła także poza mury teatrów operowych i sal koncertowych – niedawno zaśpiewała go w geście klimatycznego protestu Annie Lennox. W jej wykonaniu jego dobrze znane słowa nabierają nowego ciężaru. Nie zmieniając w tekście ani przecinka, a jedynie aktualizując kontekst, szkocka wokalistka jeszcze raz udowodniła, jak wielka ponadczasowa moc kryje się w poezji Tate’a podniesionej przez Purcella na absolutne wyżyny zawsze żywej sztuki.

„Dido & Aeneas” to arcydzieło dramaturgicznego skrótu i lapidarności: kompozytor w kilku taktach potrafi nakreślić wyrazisty obraz postaci z krwi i kości, z własną dykcją, charakterem i usposobieniem. Dostajemy szkic tak mistrzowski, że działa na nas z większą intensywnością niż niejeden wykończony w detalach portret.

Dla KBF Krzysztof Dix

Organizatorzy:

Wpisz szukaną frazę: