fbpx

Czy tu jest się z czego śmiać?

Obok niekwestionowanych operowych blockbusterów, których fragmenty kojarzą nawet początkujący w tej dziedzinie sztuki, Gioacchino Rossini zostawił także utwory znane wyłącznie zagorzałym wielbicielom gatunku. Sigismondo, opera, która zainaugurowała tegoroczną edycję Festiwalu Opera Rara, nigdy wcześniej w Polsce wystawiana nie była. A to właśnie w Gnieźnie, lokalizacji zapewne egzotycznej dla ówczesnych odbiorców premiery w weneckim Teatro La Fenice, toczy się jej akcja.

Sigismondo to fantazja twórców (libretto napisał Giuseppe Foppa) na temat Polski, której w czasie premiery w 1814 roku nie było na mapach. Z pomocą fikcji literackiej wnieśli na scenę uniwersalne tematy tolerancji wobec inności czy wpływu emocji na podejmowane decyzje.

Dając wiarę słowom zazdrosnego ministra Władysława (Ladislao), król Zygmunt oskarża swoją żonę Aldimirę o zdradę i skazuje ją na śmierć, co ciągnie za sobą groźbę wojny z Węgrami – król Ulderyk (Ulderico) chce pomścić śmierć córki. Intryga się zagęszcza: Aldimira żyje, uratowana przez dworzanina Ziemowita (Zenovito). Po wielu latach od jej rzekomej śmierci król, spotkawszy kobietę łudząco przypominającą jego żonę (w rzeczywistości Aldimirę właśnie), zgadza się na pomysł Ziemowita i chcąc uniknąć wojny, przedstawia ją Ulderykowi jako królową. Władysław nie jest w stanie powstrzymać się przed następną intrygą, by zdobyć kobietę, co ostatecznie prowadzi do jego klęski.

Sigismondo w błyskotliwej, dowcipnej reżyserii Krystiana Lady odwołuje się do symboli dobrze nam, Polakom, znanym – i ze sztuki, i z naszej codzienności. Wiele było nawiązań do twórczości Matejki, gry barwnym światłem, kontrastem i fakturą, na którą wpływała matowość dymu czy rażące światło lamp. Malarskości dodało też rozmieszczenie bohaterów w przestrzeni sali Teatru im. J. Słowackiego. Dźwięczny, bardzo dobry aktorsko chór w chocholim tańcu nieraz prezentował na scenie żywe obrazy. Wykorzystane materiały wideo – raz intymne i delikatne, to znów przekomiczne – urozmaicały obraz i naturalnie łączyły się z akcją. Nawiązania w inscenizacji do komedii dell’arte podkreślały teatralność i fikcyjność historii, która jest bardziej uniwersalna, niż można z początku zakładać.

Wiele jest w Sigismondo pomysłów muzycznych znanych z innych oper mistrza bel canta. Brawurowe skoki melodii i wyczerpujące, oparte na długich odcinkach staccato koloratury naturalnie, nienachalnie łączyły się z warstwą instrumentalną w wykonaniu muzyków Capelli Cracoviensis pod batutą Jana Tomasza Adamusa, dyrektora artystycznego festiwalu. Dysponujący trzyoktawową skalą Franco Fagioli (Sigismondo) od pierwszych taktów z łatwością łączył precyzję wykonania karkołomnych przebiegów z autentyczną grą aktorską. Przyciągał głęboki tenor Pabla Bemscha (Ladislao), który z przyjemną lekkością bawił się swoją partią. Pieczołowite przygotowanie świetnie zgranych duetów (urzekające Un segreto è il mio tormento z pierwszego aktu) pogłębiało intymność scen.

Tegoroczna edycja Festiwalu Opera Rara stawia pytania o podziały i mury. Sigismondo, choć w zasadzie należy do grona oper buffa, w swoim głębszym przekazie wcale nie jest tak komiczna. Pod warstwą pałacowych intryg bada kwestie poczucia tożsamości i wspólnoty, uprzedzeń wobec odmienności, ale też granice, które jesteśmy gotowi przekroczyć, dążąc do osiągnięcia własnych celów. Kolejne spotkanie z Krystianem Ladą niebawem: przy okazji Unknown, I Live With You Katarzyny Głowickiej.

Dla KBF Maryla Zając (PWM).

 

 

 

Organizatorzy:

Wpisz szukaną frazę: