fbpx

Afganki piszą wiersze o wolności, nie miłości

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, jak niezwykła jest sytuacja, w której możemy usłyszeć głos afgańskich kobiet. Libretto utworu Katarzyny Głowickiej Unknown, I Live With You to autorski, dokonany przez Krystiana Ladę wybór wierszy napisanych przez afgańskie poetki podczas tajnych kompletów. Kim mogą być autorki ukrywające się pod pseudonimami Roya, Freshta, Fattemah AH i jakim cudem ich głos do nas dotarł?

Jesienią 2016 roku znalazłam się w Afganistanie, aby nakręcić film dokumentalny. Szukając tematu i bohaterki przeprowadziłam około 40 wywiadów, głównie z młodymi kobietami poniżej 30. roku życia, a także kilkoma starszymi kobietami oraz mężczyznami. Obserwowałam też kilkutygodniowe warsztaty emancypacyjne dla młodych afgańskich liderek.

Stopniowo docierało do mnie, z jak elitarną grupą mam do czynienia – moje rozmówczynie to, po pierwsze, w większości mieszkanki Kabulu, stolicy kraju, w którym 80% ludności mieszka na wsi; po drugie, to kobiety, które ukończyły co najmniej szkołę średnią lub studia wyższe, podczas gdy afgańskiej dziewczynce udaje się średnio (!) ukończyć osiem lat nauki; po trzecie, nieproporcjonalnie wiele moich rozmówczyń pochodziło z mniejszości etnicznej Hazarów, która uchodzi za najbardziej liberalną i w przeciwieństwie do sunnickiej większości wyznaje szyicki odłam islamu, za co jest prześladowana (około 42% społeczeństwa to najbardziej konserwatywni Pasztuni, z których w większości wywodzą się talibowie, 27% to Tadżycy, dopiero następną grupę stanowią właśnie Hazarowie – 9% oraz Uzbecy – także 9%).

Zarówno w rodzinach moich rozmówczyń, jak i autorek wierszy musiał się znaleźć jakiś wyjątkowy mężczyzna – ojciec, brat, dziadek – który pod rządami talibów, narażając własne życie, pomógł im jako dziewczynkom uczęszczać do tajnej szkoły. A po 2001 roku, kiedy oficjalnie obalono władzę talibów, wsparł i pozwolił kontynuować naukę – często mimo sprzeciwu innych członków rodziny i dużej części społeczeństwa.

Chociaż konstytucja z 2004 roku nominalnie przywraca kobietom wiele ich praw, a nawet gwarantuje im reprezentację w parlamencie (27%!), codzienna rzeczywistość Afganek znacznie różni się od tego „obrazka na eksport”. Afganistan wciąż plasuje się na szczytach rankingów najgorszych miejsc na świecie, w których można urodzić się kobietą. Tym bardziej że od roku 2001 talibowie stopniowo, lecz konsekwentnie odzyskują coraz większą władzę.

W wierszu A World of Luck Roya pisze o cierpieniu i wstydzie, jaki narodziny dziewczynki przynoszą jej matce. Tradycyjnie to kobietę obarcza się „winą” za płeć dziecka i dopóki nie urodzi chłopca, nie spełni ona swojego obowiązku. Wielokrotnie słyszałam, że takie podejście jest uzasadnione zwyczajem, zgodnie z którym wydawana za mąż dziewczyna odchodzi z domu, zaś chłopiec zostaje przy swojej rodzinie i jest dla niej wsparciem. A nawet gdyby dziewczyna nie wyszła za mąż, to i tak w Afganistanie trudno znaleźć jej pracę i w ten sposób udowodnić swoją „przydatność”. Wiele moich rozmówczyń mówiło z dumą, jak wielkim osiągnięciem jest dla nich fakt, że przełamały ten stereotyp i że zarabiając, wspierają swoją rodzinę – lub że jest to ich największa ambicja.

W tym kontekście wiersz Fattemah AH My Mother Speaks About Her Pregnancy, w którym kobieta celebruje oczekiwanie na narodziny córki, staje się niezwykle odważnym manifestem przeciwstawienia się całej otaczającej ją tradycji i kulturze. W innym wierszu, An Afghan Poet, autorka domaga się głośno solidarności kobiet. Takie postawy nam mogą się wydawać naturalne, a przecież w lokalnym kontekście są wyrazem heroizmu.

Jedna z bohaterek mojego filmu opowiada, że gdy miała 15 lat, jej matka bez żadnego ostrzeżenia własnoręcznie zamknęła ją w pokoju razem z człowiekiem wybranym jej na męża, aby ten mógł „skonsumować” związek. Przerażenie i ból czuć w mojej rozmówczyni do dzisiaj, choć trudno jej było stwierdzić, czy ma pretensje do matki. Ta kobieta przecież sama została siłą wydana za mąż – jeszcze młodziej i od tamtej pory zdążyła urodzić dziesięcioro dzieci. Trwały rządy talibów, a „wybranek” został groźbą narzucony córce przez lokalnego watażkę.

Aranżowane małżeństwa nadal są w Afganistanie regułą. Większość dziewczyn wydawana jest za mąż poniżej 18. roku życia, a wiele nie ma nawet 15 lat. Współczesna Afganka rodzi średnio ponad pięcioro dzieci. Umowy „przyrzeczenia” zawierane są często pomiędzy rodzinami już w odniesieniu do dzieci, nierzadko w ramach tzw. baad, czyli wymiany żon mającej zakończyć konflikt pomiędzy klanami. Rodzina męża płaci rodzinie żony za nakłady na jej wychowanie, co w oczywisty sposób przekłada się na traktowanie młodej kobiety jak własności w nowej rodzinie lub co najmniej kogoś, kto powinien odpracować swoją cenę. Wciąż wiele jest też tzw. porwań, w wyniku których dziewczyna – zhańbiona towarzystwem obcego mężczyzny – musi zostać żoną swojego porywacza. Większość tych praktyk jest już obecnie oficjalnie nielegalna, ale nadal akceptowana. Czy można wymagać od kobiety, która w takich okolicznościach zostaje matką, żeby miała siłę stanąć w obronie córki?

Błędne koło się zamyka, gdy w imię „ochrony”, jak pisze w A World of Luck Roya, dziewczynce zabrania się chodzić do szkoły czy w ogóle przebywać poza domem, bo przecież po drodze mogłaby właśnie zostać porwana. O ile więc dziewczynka, będąc dzieckiem, poznaje smak zabawy na świeżym powietrzu, im jest starsza, tym częściej marzy o wolności, jaką cieszą się jej bracia – aby grać w piłkę, jeździć na rowerze czy nosić swobodne kolorowe ubrania.

Mimo teoretycznie progresywnej polityki, wspierany przez siły zachodnie prezydent Afganistanu oficjalnie poparł kodeks zachowania wydany przez duchownych, zgodnie z którym kobiety nie powinny przemieszczać się bez męskiego opiekuna czy nie powinny przebywać w towarzystwie innych mężczyzn w miejscach takich, jak szkoły, biura czy nawet targi.

Stąd tyle miejsca afgańskie poetki poświęcają wolności. Highways jest fantazją o tym, jak kierując własnym samochodem, autorka może zignorować spojrzenia brodatych mężczyzn i jechać przed siebie, zostawiając świat w tylnym lusterku samochodu. W River Promise natura, od której kobiety są izolowane, zostaje ich niemym sprzymierzeńcem.

Ciekawy jest w tym kontekście stosunek Afganek do religii. Damn! napisane jest tak, że wiersz można interpretować zarówno jako przeklinanie samego boga, jak i wołanie do niego o pomstę. Niektóre z moich rozmówczyń odrzucały religię całkowicie, wiele potrzebowało jej jednak jako źródła siły i w feministycznym duchu tłumaczyło wykorzystywanie Koranu przeciw kobietom przekłamaniem, jakiego dopuszczają się mułłowie, ponieważ są mężczyznami. Wierzące muzułmanki feministki przekonywały mnie, że w oczach ich boga są warte tyle samo, co mężczyźni.

Niemal wszystkie moje rozmówczynie jedyną drogę do wyzwolenia się Afganek widziały w edukacji. Zarówno całego społeczeństwa, a szczególnie mężczyzn (pozwoliłoby to uniezależnić się od tradycji), jak i samych kobiet, dla których nauka jest najlepszą osobistą strategią uniknięcia… zamążpójścia. Bohaterka mojego filmu podkreśla: „Nigdy nie przestawaj się uczyć, musisz mieć od początku najlepsze stopnie, wówczas nauczyciele staną się twoimi sprzymierzeńcami w negocjacjach z rodziną, opóźnisz zamążpójście co najmniej do matury, a potem, jeśli dostaniesz się na studia – spróbuj wyjechać i sama się utrzymywać. Jeśli staniesz się samowystarczalna, zdobędziesz niezależność”. Tyle że w afgańskich warunkach znów brzmi to jak wezwanie do heroizmu.

Znaczącym wydaje się, że wśród wybranych do libretta wierszy nie ma tych o miłości erotycznej. Niektóre z moich rozmówczyń odrzucały ją kompletnie lub odkładały na „wieczne później” – gdy przez zdobycie edukacji i pracy zaspokoją swoją podstawową potrzebę wolności. Inne ze smutkiem przyznawały, że boją się, że lata spędzone na walce o niezależność pozbawią je możliwości założenia rodziny w społeczeństwie, gdzie kobieta około trzydziestki nierzadko bywa już babcią. Niektóre jednak z płonącymi oczyma opowiadały lub choćby sugerowały doświadczenie tego uczucia. Opowiadały, jak niezwykła emancypacyjna moc drzemie w miłości, gdy odkryły ją nagle po latach przemocy w zaaranżowanym małżeństwie. Czasami doświadczały jej wobec kogoś, kto nigdy nie znalazł się bliżej niż na odległość ukradkowego czułego spojrzenia – ale tyle właśnie im wystarczyło, aby dalej walczyć albo chociaż przetrwać.

 

JUSTYNA TAFEL Scenarzystka i reżyserka, ukończyła reżyserię na łódzkiej filmówce i prawo na Uniwersytecie Warszawskim, specjalizując się w kwestiach międzynarodowej ochrony praw człowieka. Autorka filmów fabularnych i dokumentalnych, m.in. nakręconego w Afganistanie dokumentu Siostry.

Tekst powstał na potrzeby książki festiwalowej Festiwalu Opera Rara 2020 pod redakcją Tomasza Domagały.

 

Organizatorzy:

Wpisz szukaną frazę: